sobota, 24 października 2015

Back to back

Ostatnio spory ruch na tym blogu. Nie do końca łapię, co jest tego przyczyną, ale pomyślałem, że jeśli są tu "nowi" czytelnicy, to przypomnę nieco mój stary wpis, o tym, jak to się zaczęło. Żeby jednak nie przeklejać starego, to napiszę to od nowa.

Mój początek ma kilka początków. Chodzi mi o to, że speedcubing w moim wypadku zaczynał się kilka razy.

Pierwsze spotkanie z kostką Rubika miało miejsce blisko 30 lat temu. Niestety nie mogę ustalić dokładnie, który to był rok. W każdym razi pamiętam, że były to okolice wakacji i wtedy to wybuchł szał kostkowy w Polsce. Każdy chciał mieć kostkę, chociaż nikt nie potrafił ułożyć. W telewizji pokazywano gości układających w minutę lub krócej, a u nas we wsi nikogo takiego nie było. Podobno Kicior znał kogoś, kto ułożył. Podobno u Wojtasa w klasie, ktoś taki był. Wszystko podobno i ponoć. Ja zakończyłem na umiejętności rozbierania kostki i jednej ściance.

Drugi początek to rok 1999, wrzesień. To już mogę dokładnie ustalić. Początki w pracy, która formalnie nie była pracą tylko dalszą częścią studiów i kontakt ze słynnym Internetem. To były czasy, gdy strona ładowała się co najmniej 5 minut. Przez okno autobusu zobaczyłem kostkę w kiosku (typowa kiostka z tailami), w pracy wygrzebałem jakiś polski kurs (pozdrawiam i dziękuję autorowi) - i poszło. Wszyscy byli zadziwieni. Pierwsze ułożenie to dobrych kilka godzin, potem już szybciej. A po jakimś czasie znudzenie. Poczytałem o Fridrichu, nic nie zrozumiałem, kostka powędrowała do kosza z zabawkami syna.

Trzeci początek też pamiętam dokładnie. Przed Bożym Narodzeniem jeden kolega się chwali na Forum, że kupił kostkę 4x4. Pomyślałem, że dziwactwo, ale co tam - powiedziałem Kasi, że chcę coś takiego. I dostałem. W zestawie jeszcze była 2x2 (dziwne, że nie 3x3). Tym zajął się Kuba. Święta spędziłem z gorączką - przechodzona grypa się odezwała - i uczyłem się układać ze strony kostkarubika.net. A jak się nauczyłem, to kostka powędrowała na półkę. Wracałem do niej co jakiś czas, mimo że chodziła okropnie.

Aż przyszło lato 2013. Miałem trochę czasu. W czasie przeprowadzki kostka nie zginęła, na dodatek ktoś ją pomieszał. Ułożyłem, ale Kuba pokazał mi na youtubie kanał Sajwa. I tu zdziwienie, że można układać szybko i że to może nie być trudne, skoro taki dzieciak to układa tak szybko. Zamówiłem aurorę i poszło. Wkułem Fridricha i jakoś tam powoli schodziłem z czasami. Bardzoooo pooowoli. Dojście do sub-30 zajęło mi rok. Do sub-20 ze średniej ze 100 jeszcze nie doszedłem.

A w międzyczasie zaczęliśmy jeździć na zawody. Pierwsze zawody - Warsaw Open 2014. (Pierwszym moim sędziom był Maskow!). Atmosfera tak doskonała, że zapisujemy się z Kubą od razu na Polish Open. Nie ma znaczenia, że ja odpadam przy pierwszych rundach. Później staje się to rozczarowujące i zaczynam bardziej przykładać się do treningu. Ponieważ blindy wydają się trudne, więc się uczę Old Pochmana. Ponieważ big blindy wydają się jeszcze trudniejsze, uczę się M2, które w dużych kostakach jest r2. Ponieważ komutatory... - tak uczę się ich. Ponieważ najtrudniejsze jest 5x5 blindem - tak również to, jak możesz się domyślić drogi czytelniku...

Wciąż jest daleko od tego, co chciałbym osiągnąć, ale na tyle dobrze, że w Gdańsku zdobywam pierwszy medal. W końcu w big blindach wystarczy zrobić ułożenie na zawodach (zasada ta nie zawsze działa - patrz Polish Nationals i 4x4).

Na koniec kilka zdjęć.

Boże Narodzenie 2009 - układamy z Kubą.



Moje pierwsze kostki. 3x3 to jakiś prlowski wynalazek. Wciąż nie spełniłem marzenia, by na niej ułożyć na zawodach. Trochę szkoda mi rundy. ;) 


Pierwsze zawody:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz