niedziela, 4 października 2015

Rekordy, zmiany, progres...?

Co jakiś czas poprawiam mój plik z rekordami. Ostatnio jakby trochę częściej. Więc do rzeczy, tak ku pamięci...
Jakieś 3 tygodnie temu wróciłem do Fridricha, żeby na zawodach w Warszawie zrobić przyzwoitą średnią. I to był dobry ruch. Włączyłem do tego trening PLLi i OLLi i nagle przyszedł progres. Pewnego dnia wykręciłem pierwszą średnią sub-20, to jest 19.84. Dzień później, jakieś 19.5x, potem kolejne zmiany, aż zatrzymałem się na 19.14. Poprawiłem też średnią z 12, 50 i 100. W ciągu tych ostatnich tygodni solvy sub-20 wpadają coraz częściej, a ao5 sub-20 bywa też częściej w statystykach ułożeń. Czyli jest lekki progres. Więc trenuję i poprawiam to, co jest najsłabsze: kolejne PLLe, cross, look ahead.

Przyszła też drobna poprawa w 3bld. Najpierw rekord 1:20.74 - pierwsza poprawa odkąd przeszedłem na komutatory. A przedwczoraj 1:17.xx. O innych konkurencjach na razie nie piszę - trenuję mało, poprawa jest znikoma, a nawet lekki regres.

Ale jest jedno ale. To wcale nie znaczy, że progres będzie każdego dnia. Z książki Tony'ego Buzana zapamiętałem sobie, że jest to jeden z najczęstszych błędów mentalnych. Bo przy takim nastawieniu przychodzi blokada - wszak jedengo dnia jest lepiej, a drugiej bywa gorzej - mam gorszy dzień, nie wyspałem się itp. Lepiej myśleć, że każdego dnia czegoś się uczę, a jak się nie uczę, to też dobrze. Powtarzam sobie tę myśl za każdym razem, gdy się spinam. Nawet na zawodach.

Z tej perspektywy na piekielnie trudne i obiektywnie mało udane w blindach zawody w Warszawie patrzę jak na ogromny sukces. Mimo blokady i zacinki zdobyłem medal, na dodatek poprawiłem kilka własnych oficjalnych rekordów. Ktoś mógłby powiedzieć, że moje wyniki są mizerne. Zgodzę się z nim. Ale sam wiem, co za nimi stoi - ile pracy, stresu, trudności, blokad, przełamywania siebie - i po dwóch tygodniach od zawodów zaczyna mnie rozpierać duma.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

FMC 33