poniedziałek, 12 października 2015

Wrażenia po mistrzostwach, plus trochę kroniki

Wprawdzie napisałem już posta o wrażeniach z Polish Nationals, ale teraz spróbuje bardziej systematycznie.



Jedziemy w górę mapy, morze jest na północy. Jest czwartek noc. Jesteśmy u mojego brat dobrze po 22. Zmęczeni zasypiamy od razu. Rano pobudka. Mam problemy ze snem, więc ja nie śpię od 6. Śniadanie i na 9 jesteśmy w Sali AWFu. Przywitania, zajmujemy stolik z Witalijem i Danielem, którzy już są. Krótka rozgrzewka i do boju. Na początek 6x6, której nie układam. Idzie czas ponad 8 minut, ale Sajgon mówi, żeby wpisać.

Potem 4x4 blindem. Idziemy do bocznej sali. Siadam naprzeciwko Maskowa. Pierwsze ułożenie i od razu wyszło. Łatwe memo, dobra egzekujca, jak na mnie. Wychodzę trochę ochłonąć. Drugi i trzeci scramble są jeszcze łatwiejsze. Ale robię jakieś błędy. Nie wychodzi. W drugim czas 12 minut w trzecim 8:30. Szkoda. Jestem 4 za Maskowem, Witalijem i Danielem.

Potem FM. Duży stres. Znajduję szkielet bodaj na 24 ruchy. Znajduję potem insercje. Jedna taka by była, druga skraca się o 2-3 ruchy. Ale mylę ruchy. Widzę to, ale wydaje mi się, że powinno być dobrze, bo tak mam w notatkach. Wieczorem Tomek Żołnowski zwany Żabą sprawdza i mówi, że jednak jest błąd. Sprawdzam i ja i faktycznie - U' zamiast U. Brrr. Nie ma szans na średnią.

Potem 5x5 blindem. Jestem zmęczony, ale twardo robią memo. DNF. Potem drugie. DNF. I trzecie: wciąż ten sam wynik. Widzę, że nie oszukam - nie ma ściemy, jak się czegoś nie wytrenuje, to nie ma wyniku. Trudno, chociaż czuję się rozczarowany. Jeszcze muszę popracować.

Potem jest trochę luzu. Nie podchodzę do 5x5 normalnie. Raz, że padam. Dwa, że musiałbym nacisnąć organizatora, bo w przecież robiłem blindy.  Robię ułożenia w OH, ale są słabe. Kuba układa dobrze w clocku. Niestety ma pecha - jest sama czołówka i Kuba lokuje się tuż za nimi.

Wszystko się przeciąga. O 19.30 próba multiblinda. Decyduję się na tylko 5 kostek. Memo jest koszmarne: parity, dużo włamań do cykli. Koniec końców zapamiętuję prawie 30 minut. Brrr. A i tak kończę z jedną nie ułożoną kostką, bo nie zauważyłem, że zapomniałem zapamiętać końcówki rogów w ostatniej kostce. 3 punkty. Jedyny plus, że czas lepszy.

Wracamy do Rafała i Oli. Jest około 21. Szybki posiłek i zasypiam od razu pełen rozczarowania i goryczy. Jeszcze nie dostrzegam, że przecież w 4bld mam świetny jak na mnie czas. I to samo w multiblindzie.

Dzień drugi

Nie mogę spać, co oczywiste. Od 2 tygodni mam problemy ze snem, bo w pracy małe zamieszanie. Wstaję o 5ej, oglądam sobie youtube, potem trochę układam. Na miejscu jesteśmy o 9ej. Rozgrzewka przed 2x2 - ostatnio potrenowałem i liczę na przejście cutoffa (to czas, który trzeba zrobić, by kręcić dalej). Pomyłka na pierwszym solvie w przedostatnim ruchu - robię to automatycznie, a tu klops. 11 sekund. Ale potem proste ułożenie i jest 5 z hakiem. Więc robię dalej, I wtopa: kolejne dwa są z podobnymi pomyłkami. Fatalna średnia 10 coś. Wyświetlam się, że przeszedłem do drugiej rundy, ale następnego dnia okaże się, że jednak nie. Trudno - poprawa średniej na następnych zawodach.

Potem jest relaks, nie robię nic, czyli gadam: a to z Danielem, a to Witalijem, a to z innymi. I kręcę się po sali. Obiad - dość dobry, ale mało ziemniaków. Zjadam wszystko, chociaż nie jestem głodny. Wiem, że trzeba paliwa.

W międzyczasie pojawia się Basia z Adamem, Olcią i Werą. Olcia przyjeżdża tylko na 3x3. Niestety nie mogłem widzieć jej ułożeń, ale widzę, że poprawiła rekord w pojedyńczym ułożeniu. Układa od 2 miesięcy i ma lepsze czasy niż ja po pół roku. Zaraz mnie przegoni.

A potem maraton: multiblind. Biorę 9 kostek, ale denerwuję się, że Kuba nie zdąży na swoją konkurnecję. Zacinam się. Dłuuuuuugie memo i już na początku zapominam trzecią kostkę. Czuję klepnięcie na ramieniu - już koniec. Minęła godzina. Zrobiłem wszystkie za wyjątkiem tej jednej. Ale sporo pomyłek: 4/9, czyli 0 punktów (w zasadzie dnf). Rozczarowanie.

Wracam na salę główną, ale okauzje się, że zaraz FM. Pędzę na FMa.

Na FMie fajny scramble - robię sobie dokładnie. Znajduję szkielet a potem doklejam insercje. Tak, aby było przyzwoicie. Jest 38. Ale znajduję błąd w zapisie. Zostaje minuta, więc przekreślam rozwiązanie i podpisuję notatki zaznaczając rozwiazanie. Oby było dobrze... Daję delegatowi. On jeszcze dokładnie zazancza, co jest co. Potem przy sprawdzaniu okaże się, że dobrze zrobiłem. Jest.

Znowu wracam na salę główną a tu okazuje się, że szybko muszę kręcić 3x3. Bo zaraz 3x3 blindem. Bez przygotowania i koncentracji kręcę średnie na tzw. pałę. Kiepskie czasy.

I przechodzę obok na blindy. Nie jestem przygotowany, ani skoncentrowany. Brrr. Trudno, będzie jak będzie. Pierwsze dnf bo zapomniałem o obróconym rogu. Drugie 2:20. Trzeci dnf. Liczę, że to 2:20 coś da i daje - jestem 12, czyli ostatni do finału. Wygrywam z Grześkiem Łuczyną o sekundę.

A potem rekreacja. Znów 3x3. Jestem zmęczony, więc nawet się nie przykładam. Potem skewb i pyra. Nie ten dzień na robienie czasów w tych konkurencjach. Zresztą skewba i pyrę w ogóle nie trenuję. Kto wie, może w przyszłym tygodniu nauczę się tych dwóch kostek.

Za to Kuba - świetnie.

Wracamy do Rafała. Kolacja. Voice of Poland na odmóżdżenie, youtube. Sen.

Dzień trzeci

Oczywiście nie mogę spać. Kręcę się między 3 a 5. Na szczęście łąpię jeszcze godzinę snu. Wstaję przed 7, jemy śniadanie. Lekko się opóźnia nasz wyjazd. Pędzę przez miasto - wiem, że jest poranek niedzielny i nie ma korków, więc powinienem zdążyć. Jesteśmy na styk. Ledwie wchodzę zamykają się drzwi od sali do FM.

W FM robię znowu bezpieczny solve z doklejonymi komutatorami. Tym razem nie ma pomyłek, chociaż ja na 5 minut przed końcem znaduję rozwiąznaie o jeden ruch krótsze. Nie ma to znaczenia, więc daruję sobie. Gdyby nie słupek, gdyby nie poprzeczka, byłaby średnia w okolicach 37, a tak przez ten pierwsz solve nie ma średniej, a jest niepoprawiony singiel.

Po godzinie jestem na sali głównej. Liczę na możliwość 2x2 ale właśnie się okazało, że nie. Jestem zawiedziony, siadam i robię parę blindów, ale nie wychodzi. Chodzę po sali. Zaczepiam Grześka Jałochę, który pokazuje mi kilka fajnych tricków i sugeruje to samo co Maskow - przejść na Turbo, a z Turbo na komutatory. Tak zrobię.

Obserwuję konkurencje. Jem obiad. Rekreacja i luzik. W końcu z małym opóźnieniem finał blinda. Nie myślę o czymś konkretnym. Cele jeden: zrobić poniżej 1:50. Siadam, wycieram ręce. Kilka wdechów i włącza mi się automat. Robię memo, które robi się samo. Krawędzie, potem rogi. Dla pewności sprawdzam. Opaska i robię. Wydaje mi się, że wolno. Dwie nalepki robię OP bo nie chcę wymyślać komuatatora. Potem krawędzie. Idzie samo. Czuję, że jest dobrze. Zdejmuję opaskę i jest - wielka radość.

Obok siedzi Maskow. Gratulacje. Poprawiam swój oficjalny wynik o 45 sekund, mam 1:35.92. Wow. Kuba chwyta ten moment i robi zdjęcia.


Potem już lekki luzik. Drugi solve gorszy. Jest parit, jest obrót. Nawet dwa. Znowu sprawdzam i wykonuję. Jest 1:41. Świetnie. Postanawiam zrobić dość bezpiecznie. Trzeci solve. Sprawdzam wszystko dwa razy. Jest parit. Nie ma obrotu. Wykonuję. Zdejmuję. 1:41. Ale był obrót rogu. Przeoczyłem. Trudno. Następnym razem.

Poziom jest wysoki. Ten wynik daje mi 9 miejsce. Teraz patrzę na tabelę i widzę, że przegrywam 8 miejsce o 0.5 sekundy. Wtedy nawet na to nie patrzę. Jestem szczęśliwy.

A potem obserwacja kolejnych finałów, łącznie z finałem 3x3. Świetne czasy, ogromne emocje. Doskonale jest to wszystko przygotowane: można nawet obserwować solvy na dużym telewizorze. Szyba dekoracja mistrzów i opuszczamy lokal tuż po 18, czyli planowo.

Hamburger, pożegnanie z bratem. I powrót do domu. Zadowolony, z garścią bezcennego doświadczenia i kilkoma fajnymi wynikami wróciłem do akademika.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz