wtorek, 27 stycznia 2015

Po zawodach

Weekend upłynął pod znakiem zawodów. Można powiedzieć, że było jak zwykle, czyli dobrze. Mi poszło bardzo dobrze. Na początek kostka 3x3, czyli to, co na ogół jest w środku dnia. Decyduję się układać Fridrichem, bo czuję się ostatnio z nim bardzo dobrze. Pierwszy czas 47 sekund - fatalnie. Ale widzę, że siedzisko jest cholernie niewygodne i trzeba układać stojąc. Potem już lepiej: 24.86, 23.78, 27.62, 30.41. Co daje średnią: 27.63 . Biorę w ciemno, bo jest sub 30 - najlepszy mój dotychczasowy wynik. Ale wciąż nie łąpię się do drugiej rundy.

Potem 4x4: 1:30.00. Jak równo. Niestety za nisko na robienie średniej. Potem 2x2: 8.59. Znów za nisko na średnią. Jedną ręką robię dobry czas: 47.11, ale z karą +2. Na koniec blindy, na które czekałem.



Pierwsze podejście trudne. Zależy mi na zrobieniu, nie na czasie. Więc sprawdzam memo kilka razy. Po drugim sprawdzeniu orientuję się, że źle zapamiętałem drugą krawędź. Potem rogi i wychodzi parity, które nie widzę na krawędziach. Szukam i szukam, ale nie mam myśli o poddaniu się. O nie! Robię dalej. W końcu mam całe memo, wykonuję szybko, bo w 1:10. Zdejmuję opaskę i jest. Radość, gesty zwycięstwa, chcę krzyczeć, ale ze względu na pozostałych się wstrzymuję. Pół roku na to czekałem. Yes, yes, yes. Czas: 4:30.01.

Drugie podejście łatwiejsze. Nic z niego nie pamiętam. Czas: 2:34.52. Trzecie nieudane - zapominam w środku krawędzi, bo użyłem nowego wyrazu. Jest super. Gratulacje od Sajgona i Jałochy oraz Maskowa. Potem czekam na pozostałe czasy i okazuje się, że drugie ułożenie daje mi finał i piąte miejsce.

Drugi dzień - dla mnie mniej atrakcyjny. Na początek pyramix, które w ogóle nie układam: 24.69 i jestem ostatni. Trudno. Kiedyś potrenuję. Blindy dopiero po 15. Dorzucam się do ukłądania mozaiki. Trochę się kręcę po okolicy.

W końcu finał. I tu okazuje się, że twoim sprzymierzeńcem i wrogiem jesteś ty sam. Niestety ale podpaliłem się. W nocy nie mogłem spać. Potem byłem śpiący z kolei. Na scenie wciąż nie potrafię się obudzić mimo stosowania różnych sztuczek. Palę pierwsze memo. Robię drugie ułożenie, ale źle. Trzeciego też nie kończę: w środku orientuję się, że zapomniałem o parity Ech.

Koniec końców wracam zadowolony. Kubie poszło też bardzo dobrze. W końcu mamy jaki taki poziom (Kuba ma całkiem dobry), dający radość z uczestnictwa, bo wreszcie nie jestem ostatni. Do tego ludzie już nas rozpoznają, a ja rozpoznaję ich. Dobrze jest z nimi pogadać o tym i owym, o treningu, sprzęcie, sprawach życiowych i tak dalej.

Kilka zdjęć:


Mozaika z drugiego dnia.


Mozaika z pierwszego dnia


Okazało się, że Michał Pleskowicz nie ma sprzętu na blidny, więc mu pożyczyłem. Bardzo miły z niego człowiek. Lubię patrzeć jak układa, bo czyni to niezwykle elegancko. Tylko Tomek Żołnowski układa podobnie jak on.


A tu Kipek (mistrz układania stopami i nie tylko), oraz Plechoss.


No i mój historyczny wynik z pierwszej rundy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz