niedziela, 19 kwietnia 2015

Poproszę o owacje

Właśnie wróciłem z Gdańsk Open. I garść wrażeń na gorąco:

Pierwszy dzień zaczynam od konkurencji FM, czyli fewest moves, czyli najmniej ruchów. Ma się godzinę na wymyślenie ułożenia do podanego scrambla takiego, żeby właśnie było najmniej ruchów. 40 ruchów to jest takie dobre ułożenie, poniżej 30 bardzo dobre, poniżej 25 rewelacyjne, poniżej 20 - rekord świata. Poprzednio robiłem to prawie rok temu i wtedy strasznie się zestresowałem. Tym razem lepiej, ale stres cisnął. Wymyśliłem fajny początek na 19 ruchów, a potem się zaciąłem i skończyłem na 49. Bywa. Grunt, że poszło i jest wynik.

FM mocno mnie wymęczył. Później były konkurencje, które średnio mnie interesują, chociaż się na nie zapisałem. Więc je robiłem bez ciśnienia. Mimo, że nie łapię się w limitach, wprowadzonych po to by rzeczy nieco przyspieszyć, to i tak biję własne rekordy. W innych po prostu zaznaczam swój udział robiąc DNF (did not finished), tak jak w clocku, czy 6x6.

Dopiero wieczorem jest 3x3 blindem. Mimo, że od dwóch miesięcy uczę się nowej, zaawansowanej metody, postanowiłem już wcześniej robić wszystko starą (M2), bo mi wychodzi. Jedyny problem, to zmęczenie całym dniem. Dlatego dla relaksu słucham Steve i podryguję miarowo. Ułożenia są spoko, a scramble łatwe. Wychodzą mi dwa. Przy trzecim się zacinam. Nie mam już szans na dobry czas, więc chcę zrobić na pewniaka. Ale zapominam o jednym rogu. DNF. Potem okazuje się, że jestem 4 i mam finał, a koledzy przede mną raczej nie pozostawiają złudzeń co do wyniku finału - są po prostu lepsi, z czasami 1:17 i 1:44. Moje 2:22 wypada przy tym blado. Maskow jest w ogóle poza konkurencją: 28.00.

Drugi dzień otwiera konkurencja na której bardzo mi zależało, czyli 4x4 blindem. W bocznej sali, żeby było cicho, jestem ja i Maskow,  jeszcze dwie osoby publiki, plus Kuba, mój sędzia i sędzia główny. Przedtem długo się wahałem, jak robić, bo znowu - uczę się nowej metody, a stara od miesiąca nieużywana, lekko się zatarła. Na nowej zaś jeszcze mi nie wyszło, chociaż parę razy było o krok. Ale postanawiam iść sprawdzonym trybem.

Pierwsze ułożenie i wtopa - już przy drugim kroku mylę się. Cofam to i liczę na to, że dobrze cofnąłem. Zdejmuję opaskę, a tam 4 klocki ze środka nie są na miejscu.  Drugie ułożenie. Scramble bardzo łatwy. Robię memo. Dłuuuuugo. Bardzo dłuuuugo. Sprawdzam po 3 razy, przypominam po 5. Ostatnia kontrola i coś nie gra. Po minucie dopiero odkrywam, że jest poprawni. Robię. Pod koniec oczywiście drżą mi ręce. Byle dociągnąć. I jest. Sukces! 21 minut z haczykiem. Trzeciego nie robię. Nie dam rady.

A potem jeszcze 2x2 gdzie też po raz pierwszy przechodzę pierwszą rundę i łapię się w limitach. Podobnie po raz pierwszy przechodzę pierwszą rundę w 3x3. Wszystko robię Rouxem i widzę, że to jest dobry wybór. Zostanę przy tej metodzie. W drugiej rundzie mam nawet bardzo fajne czasy, ale ostatnie 2 robię słabo i średnia też jest taka sobie.

Przed trzecią jest finał 3bld. Na rozgrzewkę zrobiłem sobie ułożenie i wyszło 1:57. Prawie mój rekord, więc jest dobrze. Postanawiam nie dać się temu zwieść i robić tak jak wczoraj. bo i tak pozamiatane. Najpierw dobre pewne i spokojne memo, potem ułożenie.  Pierwsza próba 2:37 w ułożeniu pełnym pomyłek, które udało się skorygować. Potem 2:19, w ułożeniu z pomyłką na końcu (byłoby ok 2:10). Tu memo już skróciłem, a wykonanie przyspieszyłem. W trzecim po prostu pomyłka nie wiem kiedy. Idę do siebie, a tu Dominik (wczoraj trzeci) mówi mi, że położył ułożenia i jestem trzeci. Nie wierzę, ale na tablicy stoi jak byk. Mam dwa medale. Wow.


Podium 3x3 blindem. 




Podium 4x4 blindem


Przed finałem

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Square-1. Metoda LIN. Algorytmy