niedziela, 26 czerwca 2016

GLS III - 25.06.2016

Jedziemy oczywiście w piątek. W samochodzie wysiadła klima, więc ruszamy wieczorem, a i tak jest jak w piekarniku. Najdłuższe dni w roku i zachodzące słońce daje olśniewające efekty. Gdy zachodzi i jest czerwoną pomarańczą dotykającą horyzontu, jedziemy prosto na nie. Przed nami Gdańsk i jest pięknie...


W sobotę docieramy ok 8.20. Samochód mimo wczesnej pory nagrzany, podobnie jak sala zawodów. Zajmujemy miejsca. Krótka rozgrzewka przed 2x2. Obniżono cutoff do 7 sekund. Jestem mało skupiony i bardzo zestresowany. Mylę się w PBL i pierwszy  czas 11 sekund. Maskra. Potem mylę się jeszcze bardziej i specjalnie robię 30 sekund...

Sędziuję resztę zawodników w 2x2. Potem jestem mieszaczem. Wracam do stolika, kręcę Marcina układającego dwoma palcami lewej ręki (film poniżej). Odpuszczam jak zwykle pyraminxa, bo nie trenuję. Potem ułożenia jedną ręką.

Jest dobrze, ale lekko poniżej cutoff. Pierwsze 43 sekund drugie już 37 i gdybym się lepiej skupił byłaby średnia. Trudno. Poprawię za tydzień, bo Roux bardzo mi się tu sprawdza jako metoda.

Potem 3x3. Oczywiście Roux. 33 sekundy. Słabo. Nie widzę bloczków i znów stres. 38 sekund po tym, jak kostka mi się rozpadła. No i wreszcie 3 lepsze czasy, które dają sub30 średnią. Jestem drugim, który nie przechodzi do kolejnej rundy (sory Winetou).

Chwila przerwy. Przed 3x3 robię ułożenia blindem. Nic nie wychodzi, ale ja sobie z tego nic nie robię. bo wiem, że tak mam zawsze. Teraz przed blindem specjalnie odchodzę, wkładam słuchawki i szukam koncentracji. Rozmowy tuż przed nie dekoncentrują. Jest dobrze. Pierwsze ułożenie 1:07, ale DNF po pomyłce w środku krawędzi. Drugie 1:11  - podobnie. Przed trzeciem mówię sobie, że się uda i robię "bezpiecznie". Siadam. Widzę kostkę treningową obroconą o 90 stopni więc koryguję na poprawnie, bo ma być poprawnie. Memo 40 sekund powtórzone 3 razy - jest dość długie. Potem bardzo spokojne ułożenie a i tak czas 1:37.03. Jestem z niego bardzo zadowolony. Mimo spokojnego tempa czas jest dobry, a prawie wszystko robię 3stylem. Dopiero dwa ostanie klocki wrzucam normalną metodą, żeby nie przekombinować. Jest brąz.

Potem przerwa na mecz. Jedziemy szybko na hamburgera, ale gdy parkujemy Błaszczykowski strzela gola. Potem druga połowa i dogrywka. Przeżywane w grupie 60 osób trudne do opisania. Na karnych wszyscy się drą po dobrym strzale i po złym strzale Szwajcara. I w końcu jest awans. Przy ostatnich strzałach z karnych na zewnątrz zaczyna się burza.

Potem finał pyraminxa (jest mój Kuba!), finał 3x3 (6.30 - Igora!). Odbiór medalu i do domu. Za Gdańskiem przestaje padać. Robi się parno, a ja zadowolony wracam. Nawet bardzo zadowolony.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz