piątek, 8 lipca 2016

Kaliska 2016 - relacja

Tym razem na zawody jedziemy rano, w sobotę. Przed nami długa droga, dlatego startujemy po szóstej. Jest ciepło, ale przyjemnie. Trasa mija szybko. Kuba śpi. O 10.20 jesteśmy w Kaliska.


Od razu się rejestrujemy. Bierzemy wodę, czipsy, pepsi i siadamy. Jest Witali, znajduje się Igor, Marcin... I ruszamy do boju.

Na początek 4x4. Najpierw warzywię, ale potem 1:10. Znowu dobry solve i kolejny słabo. W końcu średnia 1:20. Jest dobrze. Ale słyszę, że idzie wolno i trzeba wprowadzić limity. No i wprowadzają. Wytrąca mnie to z równowagi, bo nie na to liczyłem, chociaż rozumiem cel. Lecą więc po kolei 5x5, druga runda 4x4. Rezygnuję z pyraminxa i robię clocka. W 2x2 znowu mieszam i nie robię cutoffa...

Jemy obiad, wcześniej sobie z Kubą chodzimy i rozmawiamy, jak ojciec z synem. To jest niezapomniana chwila.

Wieczorem clock - ja już się poddałem i na wieść o cutoffach nie trenuję. Ale Kuba ciśnie. Wyrwa dwie świetne średnie i dopiero w finale traci rezon. I tak podium jest poza zasięgiem, ale on jest zawiedziony bo spada na 5te miejsce. Przechodzi burza. Wbijamy się do samochodu i jedziemy. Przez całą godzinę rozmawiamy o porażkach, treningu itp. Kolejna życiowa rozmowa, która zostanie w moim sercu.

Przyjeżdżamy do Oli. Kuba zaraz pada, ja zasypiam na karnych Włochów z Niemcami.

Rano już lepsze nastroje. Wracamy do Kalisk. Od razu skewb i znów te cutoffy mnie niszczą. Kuba spokojnie przechodzi i robi świetną średnią. Jest pierwszy cel. Zostaję raczej widzem niż uczestnikiem. Co prawda w układaniu jedną ręką znowu mam dobry czas, ale wciąż o 2 sekundy poza cutoffem, więc nie robię średniej. W 3x3 zaś jest poprawnie. Kuba zaś po skewbie siada i zaczyna kręcić. Robi 100 solvów. Po czym poprawia oficjalną średnią. Jest drugi cel i jest dobrze.

Przynoszą nieszczęsny obiad. Jem i od razu czuję się  przymulony. A tu 3x3 blindem. Łapię koncentrację, ale w pierwszym DNF - spora pomyłka. W drugim jestem dokładniejszy, ale mylę orientację i źle koryguję dwie krawędzie - DNF. Znowu robię wolno, ale wychodzi mozaika - DNF i doskonały epilog do naszej rozmowy o porażkach i sukcesach.

Jest 16.00. My już po. Kuba mówi, żeby jechać i nie czekać na finał. Pakujemy graty i jedziemy. Po drodze kręcimy odcinek vloga. Zadowoleni wracamy. O 8ej wieczorem jesteśmy w domu. Herbata i sernik na zimno zamykają ten doskonały dzień.




















1 komentarz:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń