poniedziałek, 21 września 2015

Na gorąco

Emocje jeszcze nie opadły, więc na gorąco kilka słów o zakończonych wczoraj zawodach Warsaw Cube Masters.
Jedziemy w dobrych nastrojach. My to znaczy: Ola, moja 14 letnia chrześnica, Kuba i ja. Jesteśmy Warszawie w piątek wieczorem. Kolacja u bardzo gościnnych cioci i wujka, a potem spać. W sobotę jesteśmy lekko po 8. Pierwsza konkurencja to 2x2. Niski cutoff (7s), a ja robię w pierwszym ułożeniu 6.10. Potem już niestety gorzej - nerwy robią swoje, zwłaszcza że za chwilę 4 blajndem. O 9 idziemy właśnie na blajndy. Sporo uczestników. I tu katastrofa: pierwsze dnf, bo coś pomieszałem w końcówce (żal, bo był blisko). Potem drugi - nie wiem co i jak. A potem trzeci, gdzie mylę się w jednym ruchu. Próbuję cofnąć i przypomnieć sobie jak prawidłowo zrobić, ale nie mogę. Totalna blokada. I tak już zostaję z nią do końca dnia. Niestety.

Póki co, jeszcze blokada nie króluje. Idę na FMa (czyli najmniej ruchów). I tu mi idzie dobrze, ale wciąż nie umiem tego docenić. Robię najpierw bezpiecznego solwa (nie wiem ile, ale ponad 40 ruchów). Potem 2 różne początki. Dopiero 3 mi się podoba i szybko robię 23 ruchowy szkielet (szału nie ma, ale jest przyzwoicie). Pytam o czas, a tu mam jeszcze pół godziny na znalezienie insercji. Wow - nigdy mi się to nie udało. Szukam insercji i je znajduję. Skracają mi się 3 ruchy i kończę z 36. Po komendzie "5 minut" zapisuję i sprawdza. Wszystko gra. Daje mi to 7 miejsce. Ale po raz pierwszy fm zrobiony techniką, która do fma pasuje.

Potem 4x4, ale jestem zmęczony, więc nie ma dobrego czasu, a potem konkurencje rozrywkowe jak dla mnie - zapisuję się, ale nie trenuję, stąd czasy słabe: clock, skewb, one-hand. Na koniec 3 blindem. Jestem potwornie zmęczony, robię kilka solvów na rozgrzewkę i jest bardzo słabo. Ale ok.Pierwszy solve - zapominam. o dwóch krawędziach. A świetny scramble. Było 1:29 ale dnf. Drugi to katastrofa. Trzeci bezpiecznie - 2:50. A tu poziom wysoki, i nie daje mi to nic. Jestem rozczarowany i załamany. Wracamy.

Drugi dzień zaczyna się od ciemnych emocji: wciąż smutek i rozczarowanie. Jest niedziela. Czytam czytania, ale zapominam o modlitwie. Już na sali przypominam sobie o tym i w drodze do kibla przystaję na chwilę. Tajemnica relacji z Bogiem, bo Pan mnie wysłuchuje. Emocje powoli się zmieniają, dochodzę do siebie. Przychodzi koncentracja do multiblinda. Koledzy rozmawiają, ja krążę po korytarzu przeżywając emocje i koncentrując się. Biorę 7 kostek. Po 20 minutach już je pamiętam i to dobrze. Utrwalam kilka razy, wreszcie zaczynam. Zdejmuję opaskę i jest: 5 dobrze a 2 źle. Z tego jedna ze z obróconymi rogami (?) a druga z niewykonanymi 3 krawędziami (??). Nie dojdę już dlaczego. Witali robi 16 kostek (wow - 3 wynik w kraju). Daniel też 16, ale układa 9. Michał (organizator) robi tak jak ja 7, ale wszystkie ułożył. Nie pamiętam innych, ale okazuje się, że jestem 3. Jest radość.

A potem już czekam tylko na 3x3. W międzyczasie i nie tylko w międzyczasie dużo rozmów, wymian poglądów, podpowiedzi itp. Jest miło.

I wreszcie 3x3. Układam dobrze. Wpada 21.xx i 22.xx, potem jakaś 30 po zepsutym solvie i nagle 19.75. Jest! Pierwsze sub 20 na zawodach. Niestety ostatni solve psuję - 25.xx. Gdyby nie to byłaby dobra średnia w okolicach 22 sekund i druga runda. A tak jestem pierwszym, który nie przeszedł dalej.

Obserwuję jak układa Ola - i jest świetna, choć pewnie nie wie. Robi średnią 33 sekundy. I to po półtora miesiąca nauki! Dobrze jej to wróży.

A potem jeszcze 5 blindem. Robię 2 dnfy. Jeszcze w pierwszym była jakaś szansa, ale mylę się na wingsach. I choć cofam pomyłkę, to jednak kostka wychodzi pomieszana. W drugiej nie potrafię zrobić dobrego memo. Odpuszczam. Dziś już nie dam rady.

Kuba w 2 rundzie robi świetny wynik, z ułożniem 12.96. Ale jest pierwszym, który nie wchodzi do półfinału. Idziemy na hamburgery. Potem obserwacja finału, dekoracja i powrót do domu. Jesteśmy tuż przed północą i padamy z nóg.


1 komentarz:

Square-1. Metoda LIN. Algorytmy